piątek, 10 lutego 2017

Unpopular Opinions Book Tag

        Witam wszystkich gorąco, tym razem pojawiam się z pierwszym book tagiem, do przeprowadzenia którego zachęciła mnie Wiktoria, zapraszam więc na jej bloga
        Wydaje mi się, że idea przeprowadzania rzeczy tego typu ma sens na instagramie – żeby pochwalić się okładkami, albo na vlogu – żeby dać się ponieść i sobie pogadać. Z tego względu nie wiem czy kiedyś jeszcze jakiś tag przeprowadzę, ale ciekawie jest zrobić go chociaż raz.

 Unpopular Opinions Book Tag

  1. Popularna książka lub seria, której nie lubisz.
       Cokolwiek spod pióra Cassandry Clare. Jej książki były pierwszymi, jakie porzuciłam w trakcie czytania (a nie mam w zwyczaju nie doczytywać książek) i wymyśliłam do nich własną etykietkę: unCZYTable


  1. Popularna książka lub seria, której wszyscy nienawidzą, a ty lubisz.
       Chyba nie potrafię wskazać takiej książki/serii, która odnosiłaby się do wszystkich. Bardzo lubię Buszującego w zbożu, za którym nie przepadają osoby z mojego otoczenia. Doceniam też twórczość Paula Coelho, która moim zdaniem nie zasłużyła sobie na tyle cierpkich i prześmiewczych opinii.


  1. Trójkąt miłosny, w którym główny bohater wybiera według ciebie złą osobę, lub literacka para, której nie lubisz.
       Giny Weasley i Harry Potter to moim zdaniem para nietrafiona. Widziałabym Harry’ego z… Luną Lovegood ;). Za trójkątami miłosnymi nie przepadam w ogóle, chociaż niektórzy autorzy potrafią dobrze rozwiązać sprawę.



  1. Popularny gatunek, po który rzadko sięgasz.
       Horrorów nie czytam w ogóle, bo nie lubię się bać; kryminały mnie nie ciągną, unikam też powieści obyczajowych, bo najczęściej poruszane w nich problemy budzą we mnie niepotrzebny smutek.

  1. Popularny bądź uwielbiany bohater, którego ty nie lubisz.
       Nie przepadam za Robertem Langdonem i nie wiem czy potrafię powiedzieć dlaczego. Po prostu nie wzbudza mojej sympatii.



  1. Popularny autor, do którego nie jesteś przekonany.
       Veronica Roth. Za doskonale niewykorzystany potencjał książek, trochę męczący styl i wątpliwe podejście do własnych bohaterów.


  1. Popularny motyw/wątek, którego masz już dość.
       Rzadko kiedy mam czegoś dość, bo jeżeli coś raz mi się spodobało, to podoba mi się już na stałe. Ale jest jeden wątek, który chociaż sam w sobie jest w porządku, moim zdaniem jest źle prowadzony przez większość autorów: jest sobie ona i on. On jest bardzo zły i niedobry, ale tylko w teorii, bo średnio znajduje to potwierdzenie w praktyce. A potem spotyka ją, a jego miłość do niej powoduje, że staje się lepszym człowiekiem/kosmitą/wampirem/aniołem – w zasadzie można wstawić dowolne.

  1. Popularna seria, której nie chcesz przeczytać.
       Mroczne umysły Alexandry Bracken. Detektywistyczne książki J.K. Rowling. Skandynawskie kryminały. Młodzieżowe powieści z kategorii literatury współczesnej.

  1. Film lub serial, który podobał ci się bardziej niż książka.
       Zdecydowanie Pamiętniki wampirów. Książki nadawały się do czytania tylko do pewnego momentu, a i tak nie były wybitne. Ale skłamałabym mówiąc, że ich nie lubię. Mimo męczenia się z lekturą, historia zapadła mi w pamięć i miło ją wspominam. Gorzej zrobiło się, kiedy zamiast L.J. Smith zaczął pisać ghostwriter, a jeszcze gorzej, kiedy ghostwriter stał się oficjalnym autorem na podstawie pomysłu L.J. Smith. Miałam wrażenie, że książka „pisze się” bardziej na podstawie serialu, niż na odwrót, chociaż chyba trudno się dziwić.




Do przeprowadzenia tego tagu nominuję Ioonii, więc zaglądajcie na The books of my life :)

poniedziałek, 6 lutego 2017

Książkowe łowy #3

Witajcie w ten pochmurny lutowy dzień, który mnie rozjaśniły spore książkowe łowy

        Nie rozumiem dlaczego większość bloggerów/vloggerów książkowych mówi, że ma problem z kupowaniem książek. Dla mnie to radość i ekscytacja na myśl o nadchodzącej paczce, albo sklepowych łowach, a nie problem. Najwyraźniej ilu ludzi, tyle podejść do tematu. Ja w każdym razie jestem szczęśliwa mogąc powitać w swojej biblioteczce nowe tytuły i dzieląc się nimi z Wami na blogu.


Powyższe tytuły wprowadziły spore zamieszanie na rynku książkowym, a ja dopiero teraz mogłam je kupić. Lepiej późno niż wcale ;). W każdym razie muszę popracować nad harmonogramem publikowania na blogu, bo powieści młodzieżowe nie są jedynym co czytam, chociaż tak by to mogło wyglądać.


Jestem już w trakcie lektury. Cały czas szukam książek poświęconych rodzimym wierzeniom, przesądom i legendom, a o istnieniu tej nie miałam pojęcia, chociaż autorem jest sam JulianTuwim. Recenzja tej książki na pewno na blogu się pojawi. Cieszę się, że przez przypadek dowiedziałam się o istnieniu tego tytułu i już jest mój.


W końcu udało mi się znaleźć idealną, ładnie wydaną wersję mojej ukochanej Alicji, w jednym tomie razem z częścią drugą, czyli Alicją po drugiej stronie lustra
Przepięknie ilustrowane Niesamowite opowieści z Chin zebrane i opracowane przez japońskich autorów - nie mogłam przejść obok tego tytułu obojętnie.


Śpiący giganci to moja nastepna lektura, zaczynam dzisiaj wieczorem. Nie mogę wyjść z podziwu jak pięknie ta książka jest wydana, okładka jest naprawdę nietypowa. Przede wszystkim jednak intryguje mnie forma tej powieści, jest czymś w stylu wywiadu/przesłuchania. Dowiem się już niedługo i mam nadzieję, że będę zadowolona.

Królowie Dary byli (i chyba nadal są) w obłędnie niskiej cenie w internetowej księgarni niePrzeczytane. Trochę obawiam się lektury Kena Liu, bo mam wrażenie, że tematycznie jest to książka, której poszukiwałam od dawna. Przekonuje mnie orientalna tematyka i wojownicze męskie postaci. Ale właśnie ze względu na to, jak bardzo do mnie przemawia boję się czytelniczego zawodu.

Sześć światów Hain teraz do kompletu z Ziemiomorzem.


Nie planowałam sięgać po tę trylogię, ale przekonały mnie cena oraz zdania czytane na wyrywki. Współczesny, fiński, młodzieżowy retelling Królewny Śnieżki? Czemu nie. Zwłaszcza, że w różnych marketach (ja kupiłam w Media Markt) są w cenie 9,90 zł za tom.


Przepraszam za jakosc tego zdjęcia, ale nie byłam w stanie zrobić nic więcej z oświetleniem. 
Po Naznaczonych śmiercią sięgnęłam głównie ze względu na promocję wydawnictwa Jaguar, w której kupując książkę w przedsprzedaży i przesyłając skan potwierdzenia zakupu otrzymuje się specjalny epilog do trylogii Niezgodna. Ta książka tak bardzo mnie nudziła i tak nie podobało mi się jej zakończenie, że mimo upływu czasu, wciąż o niej myślę i mam nadzieję, że ten epilog w jakiś sposób pozwoli mi się bez żalu rozstać z tą historią raz na zawsze. Po Naznaczonych śmiercią chyba nie sięgnę póki nie pojawią się wzmianki o premierze drugiego tomu. Bardzo nie lubię, gdy czytając kontynuację nie pamiętam już co działo się w części pierwszej.

Sama się prosiła wydała mi się książką podobną do Najszczęśliwszej dziewczyny na świecie, która znalazła się w rankingu moich ulubionych książek roku 2016, mam nadzieje, że ta również mi się spodoba. 

Ostatnia w stosiku to Niewolnica autorstwa A.M. Chaudiere. Jak na polską książkę fantasy/młodzieżową, ma bardzo wysoką ocenę na Lubimy czytać. Chciałam po nią tym bardziej sięgnąć, im bardziej była niedostepna na rynku, a teraz właśnie pojawiło się trzecie wydanie poprawione.


Blogowo

Dopiero uczę się tego, jak funkcjonuje blogosfera, jak blog powinien wyglądać i co na nim powinno się znajdować. Samo pisanie tekstów okazuje się tylko czubkiem ogromnej góry lodowej. W najbliższym czasie pojawią się zmiany w szablonie i szacie graficznej, żeby było przyjemniej dla oka.

Chyba przestanę też informować co będzie następnym postem, bo już od początku prowadzenia bloga rozmijam się z własnymi planami. Po prostu zawsze, zupełnie znienacka, pojawia się lektura, która burzy moją kolejność pisania tekstów. Niezbyt profesjonalnie, ale ten blog ma odzwierciedlać dokładnie to książkowe zamieszanie, jakie pojawia się w głowie i sercu czytelnika ;). Harry Potter pojawi się niedługo, tak jak i trylogia o wilkach z Mercy Falls. Życzę Wam, żeby książki i czytanie powodowały u Was podobne zamieszanie, bo ono jest cudowne.

Właśnie skończyłam czytać Piątą falę Ricka Yanceya i jestem pod ogromnym wrażeniem, bo nie spodziewałam się tak dobrej lektury. A Wy co czytacie i co macie w planach?


No i już na sam koniec, zapraszam serdecznie na Instagrama ;) @zksiazkanacodzien

czwartek, 2 lutego 2017

Czytelnicze podsumowanie 2016 roku


       Zapraszam na subiektywne podsumowanie najlepszych książek jakie przeczytałam w 2016 roku, oraz tych, które mi się nie podobały. Tych ostatnich na szczęście jest niewiele. W podsumowaniu znalazły się książki, które ja przeczytałam w 2016 roku, a niekoniecznie książki, które w tym roku zostały wydane.
        Podzieliłam je na następujące kategorie: fantasy, powieść historyczna, literatura obyczajowa, literatura polska, young adult (seria), young adult (pojedyncza powieść), non-fiction, sekcja J i kategoria specjalna. Ostatnim dwóm przyda się objaśnienie.
       Sekcja J będzie pojawiała się na blogu coraz częściej. Dotyczy Japonii w dowolny sposób: bo autor jest Japończykiem, bo książka jest o Japonii, bo pojawia się japoński wątek. Japonia w moim sercu zajmuje szczególne miejsce i nie chciałabym nigdy wybierać między japońską, a jakąkolwiek inną, na przykład obyczajową, powieścią. Stąd „sekcja J”. Kategoria specjalna to po prostu kategoria na książki, które średnio pasują gdzie indziej ze względu na treść i formę.
        Czytanie to coś co łączy wszystkich książkoholików, bez względu na ich upodobania literackie. Proszę, miejcie na uwadze, że to, co piszę o książkach jest jedynie moją opinią i nie musimy się zgadzać. Zachęcam do czytania wszystkich tytułów, o których wspominam, zwłaszcza tych, które nie do końca mi odpowiadają, żeby każdy mógł wypracować własną opinię.
           
Najlepsza powieść w kategorii fantasy: Straż! Straż! Terry Pratchett
        Do sięgnięcia po Świat Dysku zachęciła mnie kolekcja Terry’ego Pratchetta wydawana przez Prószyński i S-ka oraz Edipresse, bo usystematyzowała mi wszystkie powieści z tego świata. Straż! Straż! jest świetna. Zabawna i inteligentnie prześmiewcza, fantastyczna, w każdym tego słowa znaczeniu. Satyra na różne motywy literackie i władzę jako taką. Do tego po prostu opowiada ciekawą i dobrze napisaną historię. Wyjątkowa. Jestem ciekawa, czy kolejne tomy spodobają mi się tak samo.



 Najlepsza powieść historyczna: Sułtanka Kosem Demet Altinyeleklioglu
        Co tu dużo ukrywać, moją literacką modę na imperium osmańskie rozpoczął telewizyjny serial, a gdy się skończył i było mi mało, sięgnęłam po książki. To książka o nastolatce, która trafia w niewolę, o jej uczuciach, codziennych przemyśleniach i marzeniach o byciu królową. Opowieść o wszystkich przejściach do momentu poznania sułtana Ahmeda I. Możemy obserwować cierpienie, które kształtuje Kosem, najsilniejszą kobietą w imperium, a wszystko na tle wydarzeń historycznych. Mimo tematyki, książka i tak stanowi przyjemną i lekką lekturę.

Najlepsza książka w kategorii literatura obyczajowa: Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie Jessica Knoll
        W zasadzie ta książka kategoryzowana jest jako thriller, ale dla mnie w odbiorze ważniejsza była jej część obyczajowa. Stało się coś złego, o czymś nie wiemy, bohaterka była tego częścią. Kiedy się dowiadujemy, okazuje się, że było to zdarzenie tragiczne dla wielu osób, a jednak wypada blado, w emocjonalnym sensie, na tle innego bagażu niesionego przez bohaterkę. Enigmatycznie, by nie zdradzać fabuły. Książka dobrze napisana i poruszająca bardzo delikatne tematy, pewnego rodzaju przestroga. Nie jest to lekka lektura i pozostawia po sobie ślad. Polecam, zwłaszcza kobietom.

Najlepsza książka w kategorii literatura polska: Ostatnia spowiedź t.1 Nina Reichter
        Walkę z niechęcią do polskiej literatury zaczęłam od tej książki i uważam, że następne tytuły mogą mieć problem z przeskoczeniem poprzeczki, którą pani Reichter ustawiła bardzo wysoko. Ostatnia spowiedź to historia miłosna w dosyć niecodziennych warunkach; ona zwykła dziewczyna, on gwiazda rocka. Niby niezbyt oryginalnie, ale język jakim przedstawione są losy bohaterów jest sztuką samą w sobie. Autorka ma dopracowany styl, jest kobiecy i liryczny, ale wcale nie lekki – spotykamy w trakcie czytania naprawdę długie zdania i zawiłe przemyślenia, ale nie nudzą. Każde zdanie w tej książce jest muzyką dla duszy, doskonale napisane. Tak powinno się pisać książki.

Najlepsza powieść z kategorii seria young adult: W ramionach gwiazd Amie Kauffman i Meagan Spooner
        Książka, od której nie można się oderwać. Doskonale napisana, bohaterów mamy tylko dwoje, ale historii niczego nie brakuje. Opowieść o przetrwaniu wspomnianej dwójki na obcej planecie po tragicznym wypadku największego pasażerskiego promu kosmicznego. Oczywiście, że mamy tu romans, ale jaki! Do tego tajemnica, którą bohaterowie muszą odkryć, by zrozumieć przyczyny wypadku. Obiecałam sobie nie oceniać tak dobrze żadnej części serii, dopóki nie przeczytam całej. W tym wypadku zrobiłam wyjątek, ponieważ pozostałe dwa tomy, które mam nadzieję wkrótce przeczytać, opowiadają zupełnie inne historie, połączone tylko wspólnym motywem.



Najlepsze pojedyncze powieści w kategorii young adult: thriller psychologiczny Dopóki śpiewa słowik Antonia Michaelis, political fiction Moje nowe życie Meg Rosoff, literatura współczesna/thriller Black Ice Becca Fitzpatrick
        Nie mogłam zdecydować się tylko na jedną, chociażby z tego względu, że każda powieść young adult musi przynależeć do jakiegoś gatunku. YA tak naprawdę gatunkiem samo w sobie być nie może, ale o tym kiedy indziej.
       Dopóki śpiewa słowik  jest przejmującą, mroczną historią, rozgrywającą się na tle tajemniczego lasu. Powieść baśniowa i oniryczna, ale też mrożąca krew w żyłach. Jascha wyprowadza Jariego na leśny szlak, ale on, urzeczony dziewczyną, postanawia zrezygnować z samotnej wędrówki i podążyć za Jaschą do jej domu. Początek historii miłosnej? Z pewnością, tylko, że robi się tłoczno, niebezpiecznie, a przeszłość odzywa się z mrocznych, leśnych zakątków. Gdybym ja podejmowała decyzje o klasyfikowaniu literatury, książka ta byłaby pozycją dla „dojrzałego czytelnika”, a nie dla określonego przedziału wiekowego w postaci YA.
        O ile na filmach płaczę często, o tyle przy książkach nigdy. A jednak. Moje nowe życie wycisnęło ze mnie sporą ilość łez. To książka o tym, jak młodzi ludzie znający tylko dobrobyt, nie mają pojęcia czym jest wojna. O odpowiedzialności za bliskich i o pierwszej miłości, która nie jest w stanie naprawić świata, ale daje siłę do walki. A walki bywają różne i okazuje się, że te, które musimy stoczyć sami ze sobą są najtrudniejsze. W końcu o trudnej, długiej i nie wiadomo czy możliwej drodze do naprawienia relacji z kiedyś bliskimi osobami. Spotkałam się z niepochlebnymi opiniami o tej książce ze strony młodych osób, że nie oddaje prawdziwości wojny. Cóż, powiem tylko tyle, że czytała ją moja ponad dziewięćdziesięcioletnia babcia, która mimo upływu lat wojnę i wszystkie jej aspekty pamięta jakby działy się wczoraj. Po lekturze również płakała.
        Na koniec książka, która słusznie skierowana jest do młodych, ale stanowi przyjemną lekturę dla wszystkich, bez względu na wiek. Historia jest thrillerem, w którym rozwiązanie zagadki wcale nie okazuje się wielkim zaskoczeniem, ale dreszczy w trakcie lektury dodaje miejsce akcji: górski, zaśnieżony las. Wątek miłosny obowiązkowy, ale, co mnie zaskoczyło, bardzo dobrze poprowadzony. W zasadzie to ten wątek, klimat powieści i oczywiście doskonały styl pisarski zapewniły tej książce miejsce w tym zestawieniu.



Najlepsza książka w kategorii non-fiction: Tajemnice wszechświata w 100 symbolach Sarah Bartlett
        Jeżeli kogoś interesują mitologie i symbolika tak jak mnie, to uzna tę pozycję za doskonałe kompendium wiedzy. Książka jest bogato ilustrowanym albumem podzielonym na 4 kategorie: świat przyrody, świat boski, znaki i systemy, oraz mistyczny świat. A opis znajdujący się na okładce znajduje swoje odzwierciedlenie w treści książki: „Książka Tajemnice wszechświata w 100 symbolach na przykładzie skarbów dawnych kultur umożliwia czytelnikowi poznanie i zrozumienie obecnych również w naszym życiu odwiecznych wierzeń i rytuałów. Pokazuje, w jaki sposób odczytywać treści ukryte w znakach i symbolach, opowiada fascynujacą historię mistycyzmu”.



Najlepsza książka w kategorii sekcja J: Języki i kolczyki Hitomi Kanehara
        Kultowa powieść młodej autorki, licząca sobie jedynie sto stron, porywa czytelnika w wir brutalnych i niesmacznych zdarzeń. Napisana mocnym językiem, poruszająca tematykę seksualnych perwersji, tatuaży, piercingu i zbrodni. Bohaterka akceptuje wszystkie zdarzenia bez większego zaangażowania emocjonalnego, a nad swoim życiem nie ma żadnej kontroli. Książka ciekawa, bo zupełnie inna od tego co na ogół wychodzi spod pióra japońskich pisarzy. Zdecydowanie dla dorosłego czytelnika, na jedno popołudnie mocnych wrażeń.



Najlepsza książka w kategorii specjalnej: Harry Potter i przeklęte dziecko J. K. Rowling, John Tiffany i Jack Thorne
         Tak! Dla tej książki musiałam stworzyć odrębną kategorię – chociażby z tego względu, że nie czytałam żadnej innej sztuki w roku ubiegłym. Co tu dużo mówić, uważam, że ta książka jest dobra. Dlaczego? O tym w recenzji, która niedługo na blogu się pojawi.



Książki, które mi się nie podobały:

Obsesja Jennifer L. Armentrout
        Lubię serię Lux i ucieszyłam się, gdy usłyszałam, że będę mogła wrócić do tego świata i to za sprawą powieści dla dorosłych. Bardzo się zawiodłam, gdy się okazało, że ”dla dorosłych” znaczy, że bohaterka ma 20 lat zamiast kilkunastu, a zamiast ciekawej akcji i rozgrzewającego serce wątku romantycznego mamy perwersyjne sceny jak z 50 twarzy Greya. W takich sytuacjach, nie rozumiem jak można YA oskarżać o to, że nie spełnia wymagań dobrej książki, którą może przeczytać dorosły. Na przyszłość dla autorów i wydawców moja skromna rada brzmi tak: powieść ze świata Lux dla dorosłych nie znaczy automatycznie powieść erotyczna. A przede wszystkim nie powinna stać na półce z literaturą młodzieżową w sklepach – skąd ją wzięłam. Co do samej książki, napisana tak samo dobrze, jak wszystkie inne powieści autorki, ale ilość penisów, erekcji i wzwodów… Największy żal do tej książki mam o to, że okazała się czymś innym niż sądziłam. Nie trafiłaby tutaj, gdybym od pierwszej strony wiedziała, że to powieść erotyczna, bo nie byłabym zawiedziona lekturą.

Diabelskie maszyny trylogia Cassandry Clare
        Tu z kolei sytuacja odwrotna – najbardziej infantylne i niedojrzałe YA jakie kiedykolwiek czytałam. Cassandrze Clare dałam drugą szansę i męczyłam się z tą serią chyba jeszcze bardziej niż z poprzednią. Tyle, że tą dokończyłam. I epilog jest tym, co ratuje dla mnie całą tę historię i czas jaki na nią poświęciłam. Biorę pod uwagę, że zawiodła nie autorka, a tłumacz, ale brakuje mi chęci, aby sięgnąć po oryginał i się przekonać.



Nie będę ukrywać, że książkami przeczytanymi w 2016 roku, które zrobiły na mnie największe wrażenie są Endgame. Wezwanie i Klucz niebios. Ale nim przygotowałam to podsumowanie zdążyłam przeczytać Reguły gry, a to zmieniło wszystko. Link do wrażeń tutaj.

A już niedługo napiszę dlaczego Harry’ego Pottera i przeklęte dziecko uważam za dobrą książkę i podzielę się z Wami następnymi książkowymi łowami.


Piszcie o książkach, które na Was zrobiły wrażenie i czy podobały Wam się te, o których pisałam.

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Endgame: najlepsza seria jaką czytałam i… największe rozczarowanie

       

       Ten tekst nie będzie recenzją, bo ciężko cokolwiek recenzować zbiorczo. Ale fakt, że uwielbiam dwie z trzech książek, każe mi wyrzucić z siebie czytelnicze emocje i podzielić się z Wami wrażeniami związanymi z tą serią. Ostatni tom serii Endgame, Reguły gry, pozostawił mnie w czytelniczej próżni na prawie dwa tygodnie. Nie mogłam się otrząsnąć z szoku po ogromnym zawodzie. Tak niecierpliwie wyczekiwałam zwieńczenia trylogii, które okazało się po prostu głupie. Mam nieodparte wrażenie, że autorom się odechciało i postanowili dopisać trzeci i najkrótszy tom, byleby mieć to z głowy. Ale od początku.

Początek miłości
       Książka Endgame. Wezwanie wpadła w moje ręce przypadkowo, wybrana na chybił-trafił na lotnisku jako czasoumilacz dalszej podróży. Zakładałam, że znuży mnie po pierwszym rozdziale i pójdę spać – tak działają na mnie wszystkie, nawet wybitne, książki w środkach lokomocji. Więc ogromne się zdziwiłam, kiedy pochłonęłam ją całą w czasie kilkugodzinnego lotu i pragnęłam WIĘCEJ i NATYCHMIAST.
Mimo miejsca czytania, nie jest to literatura wysokich lotów, ale kilka pomysłów przełożyło się na sukces, jaki odniosła w moim prywatnym rankingu książkowym. Napiszę o wspaniałości pierwszych dwóch tomów unikając zdradzania rzeczy kluczowych dla fabuły, żeby nikomu nie zabierać przyjemności z czytania. Natomiast żeby wylać żal związany z tomem trzecim spoilerów uniknąć się nie da. Oznaczę odpowiednio tę część tekstu, aby osoby, które jeszcze nie czytały Reguł gry , a chcą to zrobić (do czego gorąco zachęcam by wyrobić sobie własną opinię) nie przeczytały przypadkiem tego, czego nie powinny.

Za co kocham pierwszy i drugi tom
       Zarówno Endgame. Wezwanie jak i Klucz Niebios charakteryzują krótkie, dynamiczne rozdziały, napakowanie po brzegi akcją. Opisy są ograniczone do niezbędnego minimum, a dialogi skonstruowane w taki sposób, by rozmowa z czegoś wynikała i coś sobą wnosiła. Nie znajdziemy wydumanego stylu lub udawanej poetyckości. Krótkie, żołnierskie zdania idealnie wpasowują się w fabularny koncept.
       Na początku pierwszego tomu spotykamy 12 bohaterów –  wyszkolonych graczy wezwanych do Endgame, przedstawicieli starożytnych rodów, które wiedzą o naszym pochodzeniu więcej niż przeciętny człowiek. Rody te wprowadzają różnorodność kulturową do tekstu, której, zwłaszcza amerykańskim powieściom około młodzieżowym, często brakuje i jest to jeden z największych plusów tych powieści. Z kolei wspomniane pochodzenie i historia Endgame będą czymś, co spróbujemy zrozumieć wraz z bohaterami. 
       Niektórzy bohaterowie pojawiają się częściej, inni rzadziej, ale ciężko byłoby wskazać tych głównych. Daje to każdemu czytelnikowi możliwość kibicowania temu, kogo sobie wybrał, oczywiście tak długo, jak Endgame mu na to pozwoli. Sceny walk są bardzo dobrze opisane, a pojawiające się wątki romantyczne – nienatarczywe. Bohaterów mamy bardzo zróżnicowanych, nie tylko etnicznie: od dobrych po złych do szpiku kości, takich, na których nic nie jest w stanie wywrzeć wrażenia, oraz tych, którzy przechodzą sporą wewnętrzną przemianę. Towarzysząc graczom w ich starciach na śmierć i życie zbliżamy się do rozwiązania zagadki jaką jest Endgame i rola jego organizatorów w życiu ludzkości. Bohaterowie odsłaniają kolejne elementy układanki i pozornie przybliżają nas do uzyskania odpowiedzi, choć tak naprawdę mnożą tylko pytania. To jest fascynujące. Kolejne strony tych dwóch powieści przewraca się jak w transie, chcąc jak najszybciej wiedzieć co dalej. Tymczasem napięcie zawsze tylko rośnie. 
       Biorąc pod uwagę po jakie tytuły z gatunku YA najczęściej sięgam, Endgame nie powinno się wśród nich znaleźć, a mimo to, okazało się, że żadna inna książka nie wzbudziła we mnie takiej ilości, tak różnorodnych emocji. Kolejnym, co tylko przekonało mnie, że warto czytać jest sam pomysł, czerpiący ze spiskowych teorii dziejów, bo beletrystycznie jest to stosunkowo świeży szlak. Ileż można czytać o wampirach, wilkołakach, czarodziejach etc. kiedy szuka się odskoczni od rzeczywistości. Jest z tym jednak jeden podstawowy problem, który omówię w części spoilerowej.
       Nigdy nie przypuszczałam, że można uwielbiać dwie części trylogii i aż tak zawieść się na ostatniej. Historia jest hitem, warsztat pisarski dopracowany, co więc poszło nie tak? Chcę podkreślić, że moja opinia nie czyni tej książki złej – na pewno gros odbiorców pokocha ostatnią część dokładnie za to, za co ja ją znielubiłam.

Dlaczego Reguły gry mi się nie podobają - UWAGA SPOILERY

       Pierwsze, co rzuca się w oczy to wydłużenie rozdziałów i zwolnienie akcji. Wciąż jest jej dużo, ale nie aż tak, jak w poprzednich częściach. Po części wynika to z tego, że pozostali przy życiu gracze zawiązali sojusz – mniejsza ilość potencjalnych zagrożeń i mamy spadek napięcia. Niekoniecznie jest to wadą, ale z całą pewnością robi różnicę. Dla mnie był to sygnał, że coś będzie nie tak. No i pojawiły się trzy powody, dla których ta książka okazała się złą lekturą. Jak na złość, powody te zostały rozrzucone w czasie akcji, utwierdzając mnie w niechęci. Do rzeczy.

Powód 1: (nie)domknięcie fabuły
       Po pierwsze, w Kluczu niebios pojawia się postać, która może graczom udzielić odpowiedzi na pytania nurtujące zarówno ich, jak i czytelników. Dla budowania napięcia postać odmawia udzielenia odpowiedzi, dopóki nie zbiorą się wszyscy żyjący gracze. Kiedy w Regułach gry czas i miejsce sprzyja spotkaniu, rzeczona postać ginie, nim zdąży cokolwiek powiedzieć. Ale spokojnie, nie wszystko stracone. Dziadek jednego z graczy również zna prawdę, bo właśnie dlatego tę postać zabił. Pech chce, że i on przepada bez śladu w rękach „organizatorów” Endgame, nie wiemy czy żyje i oczywiście nie uzyskujemy odpowiedzi na żadne z pytań. Myślę, że można znieść brak odpowiedzi na pytania: „dlaczego” i „jak” kiedy pozbywamy się powodu, dla którego chcieliśmy te pytania zadać. Ale tak się nie dzieje, bo powód wciąż gdzieś tam jest. Nie, Endgame nie kończy się tryumfem ludzkości, lecz raczej pozornym bezpieczeństwem. Dodatkowo, teorie spiskowe słyną z tego, że na stawiane pytanie, ich twórcy udzielają odpowiedzi. To czy będziemy chcieli w tę odpowiedź uwierzyć jest kwestią zupełnie odrębną, ale w Regułach gry obchodzimy się smakiem. I nie, nie będzie czwartej części serii. Więc po co to wszystko było?

Powód 2: smutny los bohaterów
       Po drugie, choć bardzo subiektywne, giną postaci, którym kibicowałam. Szczerze powiedziawszy, to w trakcie akcji zginął niejeden z moich faworytów. Trzeba jednak powiedzieć, że ginęli spektakularnie lub w godnej walce, albo po prostu zasłużenie za własne czyny. Nie zdarzyło się jednak wcześniej, by doskonale wyszkoleni gracze (tak, liczba mnoga) i ich trenerzy zostali wystrzelani jeden po drugim przez jednego podejrzanego typka, który, dziwnym trafem po dwóch książkach spisków i morderstw, nie wzbudził ich podejrzeń. Niesmak po tym zdarzeniu tylko potęguje fakt, że chwilę później na to samo miejsce przybywa inny gracz, by dołączyć do przyjaciół i od razu wyczuwa, że coś jest nie tak, po czym z owym „podejrzanym typkiem” wygrywa w starciu jeden na jeden. W tym momencie już prawie odechciało mi się czytać. Kontynuowałam, bo zostało 3 graczy i liczyłam, że skoro całe Endgame jest nieziemskie (dosłownie) i niepojęte, to może w jakiś równie nieziemski i niepojęty sposób powrócą zamordowani gracze. No cóż, był to oczywiście niedorzeczny pomysł typowej romatyczki.

Powód 3: kto i dlaczego to wszystko kończy
       Trzeci powód stanowi samo zakończenie. Przeżyła trójka graczy. Jeden bez większego związku z moją irytacją po zakończeniu książki, a dwoje – czy raczej dwie – poniekąd odpowiedzialne za negatywne emocje. Jedną z pozostałych przy życiu była wnuczka wspomnianego wcześniej dziadka. Wiedziała, że dawno temu zamordował jej ojca, za to, że sprzeciwiał się tej bezsensownej grze. Pamiętała też, że jest odpowiedzialny za to, że nigdy nie poznają odpowiedzi na pytania stawiane w tej książce. Jaka jest reakcja dziewczyny po przerwaniu Endgame? Parafrazując: „Ciekawe gdzie jest Dziadunio i czy żyje”. Resztki wiary w autorów i serię podpowiadały mi opcję: „Ciekawe czy znajdziemy Dziadunia, żeby poznać odpowiedzi i zadbać o bezpieczeństwo ocalałej ludzkości”, ale nie, niestety nie.
       Na koniec zostawiłam największy smaczek, czyli bohaterkę, która stanowi motor napędowy przerwania Endgame. By wygrać Endgame wystarczy dostarczyć w odpowiednie miejsce specjalne klucze. Jeden z kluczy, klucz niebios, jest dzieckiem naszej ostatniej bohaterki. Tak więc jedną z opcji przerwania gry, jest odbicie dziewczynki z niepowołanych rąk (w które trafiła wskutek działań graczy w poprzednich częściach). Mamy więc pochodzącą z hinduskiego rodu, niespełna osiemnastoletnią matkę ponad trzyletniej dziewczynki, która przed rozpoczęciem Endgame była szczęśliwą mężatką. Pozwolę czytającym dokonać koniecznych obliczeń kulturowo-matematycznych samemu. Dla mnie jest to po prostu niesmaczne. A Endgame zostało przerwane, bo matczyna miłość jest w stanie przenosić góry i powstrzymywać kosmitów. Po dwóch tomach zażartych walk o przetrwanie ludzkości. Naprawdę spodziewałam się po tej książce więcej, bo ta książka więcej obiecywała. W taki sposób tysiąc wspaniałych stron składających się na Endgame. Wezwanie i Klucz niebios zostało zniwelowane przez 343 strony Reguł gry.

Zachęcam byście pisali co myślićie o tej serii. Naprawdę chciałabym, aby ktoś z czytelników wytłumaczył mi, że jest sens dalej kochać tę serię jak na początku.

Wkrótce na blogu
       Niedługo pojawi się podsumowanie najlepszych i najgorszych książek, jakie przeczytałam w 2016 roku. Obydwie części Endgame by się w nim znalazły (w kategorii najlepszych), gdyby cała trylogia nie straciła w moich oczach za sprawą części trzeciej. Zachęcam jednak do czytania tych książek i wyciągania własnych wniosków.
W najbliższym czasie chcę też napisać co nieco o gatunku zwanym YA i podzielić się z Wami moimi przemyśleniami na temat Harry’ego Pottera i Przeklętego dziecka. Liczę też, że pojawi się w końcu jakaś recenzja z prawdziwego zdarzenia.
Dodatkowo, na pewno pojawi się bookhaul, bo trochę książek mi się uzbierało.







środa, 11 stycznia 2017

Nowe książkowe łowy i trochę planów

       Za oknem straszny mróz, a dla mnie ostatnie dni były bardzo gorące, nie tylko pod książkowym względem. Przychodzę do Was z najnowszymi zdobyczami i planami na to, co w najbliższym czasie może dziać się na blogu. Nie przedłużając, do dzieła:


Uwielbiam Edgara Rice'a Burroughsa. Przeczytałam wszystkie opowieści o Tarzanie, niedługo będę miała za sobą również cykla marsjański jego autorstwa. Na Amazonie każdą pełną serię w e-booku można kupić za 3 dolary, u nas niestety dostęp do takiej klasyki jest nieco utrudniony. Dlatego niezmiernie się ucieszyłam widząc pierwszy tom Tarzana na półce w Matrasie, który ukazał się nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka jeszcze  w 2016 roku. Śledzę na bieżąco to, co się zarówno na naszym jak i anglojęzycznym rynku wydawniczym, a o tej pozycji dowiedziałam się dopiero po fakcie. Szkoda, bo o takich książkach powinno się głośno mówić.
Wodnikowe Wzgórze i Ziemiomorze to również klasyka. Chociaż pierwszy tytuł zawsze krążył w moich myślach, nigdy nie miałam okazji się z nim zapoznać, jestem jednak pewna, że się nie zawiodę. Chyba nikt nigdy nie zawiódł się na utworze uniwersalnym, który trafia zarówno do młodych jak i starszych, każdemu pozwalając wynieść z niego co innego.
Ziemiomorze czytałam w wersji oryginalnej jako tetralogię. Cieszę się, że w końcu kupiłam to piękne wydanie Prószyńskiego. Jest rozszerzone o dodatkowy materiał ze świata Ziemiomorza, a przekładu pierwszego tomu dokonał wybitny Stanisław Barańczak. Chetnie odświeżę sobie tę historię gdy przyjdzie czas.




Moja lista TBR jest tak długa, że nie mam pojęcia kiedy przeczytam te wszystkie ksiązki, zwłaszcza, że ciągle ich przybywa. Tu jeszcze świateczne prezenty z cyklu ode mnie dla mnie, oraz urodzinowy Jeden dzień od najlepszej przyjaciółki, wiadomo więc, że od niego zacznę. Następnym tytułem będzie Piękno to bolesna rana.


Uwielbiam literaturę, która pozwala oderwać się od rzeczywistości, dostarcza rozrywki, a przy tym jest bardzo lekka. Moim noworocznym postanowieniem było czytanie więcej polskich autorów. Niedługo więc ciągnę losy, Mefisto czy Szeptucha.


Czytam dużo książek science fiction  i zapoznaję się cudzymi wyobrażeniami kosmosu i równoległych rzeczywistości. Nadszedł czas, żeby ogólną wiedzę o tym, co nad chmurami trochę uszczegółowić i napatrzeć się na przepiekne ilustracje.

Bookhaul za nami, to dalej trochę o planach. Książki są moją pasją pod każdym względem, nie tylko czytelniczym. Tak więc mój ostatni projekt, nad którym wciąż pracuję, jest projektem introligatorskim (tak podniośle tylko brzmi). Uzbroiłam się w odpowienie narzędzia i pracuję nad przywróceniem świetności cudownym baśniom z czasów dzieciństwa, o których mówiąc, że są w rozsypce to mało powiedziane. Dobór odpowiednich materiałów, docinanie ich, klejenie i schnięcie każdej warstwy kleju zajmuje bardzo duzo czasu, więc nie jestem w stanie określić kiedy relacja z tego działania pojawi się na blogu. Będzie to 4 książka, którą samodzielnie oprawię. Trochę się zagapiłam i zdjęcia, które mam przygotowane nie uwzględniają stanu książki przed rozpoczęciem pracy, i jeszcze będę musiała się zastanowić czy nie podzielić sie z Wami dopiero następną książką.
Oprócz tego recenzje się piszą. Czytam wiele książek na raz i efekt jest taki, że potrzebuję dużo czasu żeby każdą faktycznie przeczytać do ostatniej kropki. Pod koniec stycznia na pewno jakaś/jakieś już będą na blogu. Do tego zastanawiam się nad tym, który tag książkowy podoba mi się najbardziej i myślę, że w przeciągu tygodnia go przeprowadzę.
       A na koniec wpisu, uroczyścię przysięgam, że knuję coś potterowego ;)


czwartek, 29 grudnia 2016

Premiery, na które czekam w pierwszym kwartale 2017


       Nadchodzący rok będzie obfitował w książki, które z chęcią powitam na moich półkach, a jeszcze chętniej przeczytam. Uwzględniając premiery aż do kwietnia, chronologicznie przedstawiam listę tych tytułów, które spośród wielu przykuły moją uwagę. Na koniec wymienię też kilka książek, które w 2017 roku ponoć mają się pojawić. Nie będę podawać opisów wydawców, ale załączę do nich linki gdzie tylko będzie to możliwe. Napiszę jednak kilka słów o tytułach, z którymi łączę spore nadzieje i, do których może i Was uda mi się zachęcić.

Styczeń:

W spojrzeniu wroga i W sercu światła – Amie Kaufman / Meagan Spooner, wyd. MOONDRIVE (18.01)
W ramionach gwiazd było jedną z najlepszych książek jakie przeczytałam w 2016. Osadzając akcję na porzuconej planecie, autorki podjęły się nie lada wyzwania by w książce się DZIAŁO chociaż bohaterów tylko dwójka. Udało im się. Jest to historia science fiction o przetrwaniu i rodzącym się uczuciu, ale nie sprowadza się tylko do tego, jak wiele innych młodzieżowych pozycji. Pierwszy tom trylogii stanowi zamkniętą całość jeśli chodzi o losy dwójki bohaterów, jednak poruszony problem moralny stanowi oś dla pozostałych tomów, gdzie losy bohaterów mają się jeszcze przeciąć. Czekam niecierpliwie na kolejne 2 tomy, które już niedługo będą miały premierę i to jednego dnia.


Waleczna czarownica - Daniele L. Jensen, wyd. GALERIA KSIĄŻKI (11.01)


 Sama się prosiła - Louise O’neill, wyd. FEERIA YOUNG (11.01)
Kiedy rozglądam się za nowym tytułem do czytania, najczęściej sięgam po fantasy bądź science fiction, ale opis tej pozycji zwrócił moją uwagę przez wzgląd na trudną tematykę  gwałtu. W ubiegłym już roku czytałam Najszczęśliwszą dziewczynę na świecie autorstwa Jessiki Knoll, o tym jakie piętno odciska takie zdarzenie i że jego wpływ na psychikę jest silniejszy nawet niż bycie świadkiem dosłownej rzezi jaką zgotowali sobie nastoletni bohaterowie książki. Była to wstrząsająca historia, którą przeczytałam jednym tchem, ale ze względu na literackie mankamenty z chęcią sięgnę po Sama się prosiła.


Wspaniałe stulecie. Tajemnice dworu sułtana. Mihrimah. Księga IV - Demet Altinyeklioglu, wyd. WAB (11.01)
Ach, sułtanki. Myślę, że nie jestem jedyną osobą, którą porwał serial Wspaniałe stulecie. Co prawda fabuła książek w serii odbiega od tej serialowej, ale chyba sprawia to, że z większym zaciekawieniem przerzuca się kolejne strony. Historia książkowej Kosem (inne wydawnictwo: Wielka litera; seria ta sama) była nawet bliższa mojemu sercu niż ta, którą mogliśmy śledzić na ekranie telewizorów.


Outliersi - Kimberly McCreight, wyd. CZARNA OWCA (11.01)


Lord John i sprawa osobista – Diana Gabaldon, wyd. ŚWIAT KSIĄŻKI (11.01)


Endgame. Reguły gry – James Frey / Nils Johnson-Shelton, wyd. SQN (11.01)
Seria Endgame, chociaż umieszczana w kategorii literatury młodzieżowej, spodoba się i dorosłemu czytelnikowi. W tych książkach akcja pogania akcję akcją, a wszystko uzupełnione jest szczyptą nienachalnego wątku romantycznego. Do tego krótkie rozdziały, dynamiczne opisy starć, dobrze skonstruowani bohaterowie i dialogi, i mamy książkę, którą dosłownie się pożera w chwilę, mimo sporych rozmiarów. Znalazłam w tej historii analogie do spiskowej teorii dziejów ludzkości według Ericha von Danikena i dla mnie jest to jej zaletą, tym bardziej, że autorzy wykazali się zdecydowanie większą dokładnością w przedstawieniu alternatywnej wersji historii naszego świata. Poszczególne wątki łączą się w spójną całość i efekt jest przekonujący. Polecam i wyczekuję z niecierpliwością premiery.


Naznaczeni śmiercią - Veronica Roth, wyd. JAGUAR (17.01 – EMPIK)


wydawnictwo PAPIEROWY KSIĘŻYC na styczeń obiecywało również wydać powieść Heartless autorstwa Marissy Meyer, która stanowi swoisty prequel Alicji w Krainie Czarów i ukazuje co doprowadziło do narodzin złej Królowej Kier.



„Catherine może być jedną z najbardziej pożądanych dziewcząt w Krainie Czarów oraz ulubienicą Króla Kier, ale swoją uwagę poświęca czemu innemu. Wszystko czego pragnie to wykorzystać swój talent i otworzyć piekarnię wraz z przyjaciółką. Matka Cath uważa jej dążenia za niedorzeczne dla kobiety, która mogłaby zostać następną królową.
Potem Cath poznaje Jesta*, tajemniczego i przystojnego nadwornego błazna. Po raz pierwszy czuje takie przyciąganie. Wchodzi w sekretny związek z Jestem, ryzykując, że obrazi Króla i rozwścieczy rodziców.
Cath jest zdecydowana by wybrać swój los. Jednak w krainie pełnej magii, szaleństwa i potworów przeznaczenie ma inne plany.”**
** Przetłumaczyłam na podstawie opisu wydawcy: Feiwel & Friends.
* imię Jest po angielsku oznacza „żart/dowcip” i najprawdopodobniej powinno zostać przetłumaczone, tak jak i Król Kier. Niestety nie znam treści utworu, ani tym bardziej decyzji tłumacza w oficjalnym polskim przekładzie, chociaż sama mam dużo pomysłów.

Luty:

Dwór mgieł i furii – Sarah J. Maas, wyd. UROBOROS (01.02)


Diabolika – S. J. Kincaid, wyd. MOONDRIVE (15.02)


U4: Yannis i Stephane – Florence Hinckel / Vincent Villemiont, wyd. POLARNY LIS (27.02)



The Forbidden Wish – Jessica Khoury, wyd. SQN



Marzec:

Mity nordyckie – Neil Gaiman, wyd. MAG (01.03)
Ostatnio pojawiły się wznowienia Nigdziebądź, Gwiezdnego pyłu i Amerykańskich bogów w przepięknych okładkach od Dark Crayon. Na pierwsze dwa tytuły się skusiłam, bo je uwielbiam, a takich okładek nie można nie mieć. Gaiman jest jednym z moich ulubionych pisarzy, do tego uwielbiam zagłębiać się we wszystkie mitologie i jestem bardzo ciekawa połączenia jakie wyniknie z zestawienia tego autora i nordyckiej mitologii.

Gniew i świt – Rene Ahdieh, wyd. FILIA (01.03)


Yokai. Tajemnicze stwory w kulturze japońskiej – Michael Dylan Foster, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego (początek marca)
W kulturze japońskiej występuje wiele tajemniczych zjaw i stworów zbiorczo określanych mianem yokai. Bardzo chciałabym mieć w swojej biblioteczce książkę, która zbiera wszystkie japońskie cuda i dziwy, i okazałaby się tak wspaniałą publikacją jak Bestiariusz słowiański od wydawnictwa Bosz. Mam nadzieję, że się nie rozczaruję, bo obowiązkowo ten tytuł zaraz po premierze musi trafić w moje ręce.

Crooked Kingdom – Leigh Bardugo, wyd. MAG (29.03)

Cesarz ośmiu wysp – Lian Hearn, wyd. MAG (29.03)
Tytuł, na który czekam z niecierpliwością. Uwielbiam sagę rodu Otori tej autorki i wiem, że na tej pozycji się nie zawiodę. A do tego ta przepiękna okładka w wykonaniu Dark Crayon (tak, wszystkie zawsze będą dla mnie przepiękne). Wydawnictwo Mag nie chwali się jeszcze opisem w zapowiedziach, więc tłumaczę co nieco od FSG Originals:

„Ambitny dygnitarz wojskowy pozostawia siostrzeńca śmierci i przejmuje jego ziemie.
Uparty ojciec zmusza młodszego syna, by oddał swą żonę starszemu bratu.
Tajemnicza kobieta szuka pięciu ojców dla swoich dzieci.
Potężny kapłan miesza się w kwestię dziedziczenia Lotosowego Tronu.
Oto nici zawiłego kilimu, w którym prawa przeznaczenia rozgrywają się na tle dzikiego lasu, wytwornego dworu i brutalnego pola bitwy.



The Song Rusing / Pieśń jutra – Samantha Shannon, wyd. SQN
Jedna z najlepszych serii young adult na polskim rynku. Jedynym jej mankamentem jest to, że autorka tak wolno pisze kolejne tytuły. Jest to sztandarowy przykład na to, że young adult nie określa wieku czytelnika, a jedynie wiek bohatera. Paige Mahoney mogłaby mieć 30 lat i nie wpłynęłoby to w żaden sposób na tę wspaniałą i trochę przerażającą historię.



Kwiecień:

Luna: Wolf moon – Ian Mcdonald, wyd. MAG (28.04)

Królowa Tearlingu tom 3 – Erika Johansen, wyd. GALERIA KSIĄŻKI

Pozostałe:

Powstanie – Ian Tregillis, wyd. SQN (pierwszy kwartał)

Wiatrodziej – Susan Dennard, wyd. SQN



Saga Księżycowa: Cinder, Scarlet, Cress, Winter – Marissa Meyer, wyd. PAPIEROWY KSIĘŻYC (co 3 miesiące miał ukazać się jeden tom). Wspaniała, baśniowa seria science fiction, której pierwszych dwóch tomów mogliśmy zakosztować dzięki wydawnictwu Egmont. Oczywiście nie mogłam czekać w nieskończoność, więc dawno jestem po lekturze wszystkich czterech części, ale czekam na to wydanie. Ach, jakby tak powstał jakiś pakiet wszystkich części w pięknym pudełku…
Podwieczność tom 3 – Brodi Ashton
Czerwona królowa tom 3 – Victoria Aveyard, wyd. MOONDRIVE

Spekulacje:

24 lutego Haruki Murakami wydaje w Japonii swoją najnowszą powieść. Liczę na wydawnictwo Muza i trzymam kciuki żeby i u nas pojawiła się w tym roku.
Illuminae – Jay Kristoff Amie Kaufman
Fobos tom 2 – Victor Dixen


wtorek, 13 grudnia 2016

Literatura polska i ja

        Wczorajszy post i to, co napisałam o miłości do języka polskiego dało mi do myślenia. Jeżeli tak bardzo lubię czytać po polsku i generalnie czytam dużo, to dlaczego omijam polskich autorów? Wiem, że zniechęciłam się kilka razy, ale to nie powód, żeby całą literaturę polską wrzucać do worka z etykietką "nie nadające się do czytania". Chciałabym naprawić swój błąd, zwłaszcza, że dwa polskie tytuły znajdują się na liście moich ulubionych, a mowa o trylogii "Ostatnia spowiedź" Niny Reichter i "Arabskiej żonie" Tanyi Valko.



         Chcę więc Was prosić o rady i opinie. Komentujcie, piszcie, dzielcie się linkami do swoich recenzji polskich książek. Przygotowałam również listę tytułów, po które zamierzam sięgnąć w najbliższym czasie. Jeżeli o którymś z nich możecie się wypowiedzieć, gorąco do tego zachęcam :)


Cień sułtana Marii Paszyńskiej
Takeshi Mai Lidii Kossakowskiej
Jeden wieczór w Paradise Magdaleny Majcher
Alicja w krainie czasów Ałbeny Grabowskiej